|
Aktualności
|
Konkurs "BYTOM -ZOSTAŁO W PAMIĘCI" rozstrzygnięty |
|
|
|
|
Wpisany przez Administrator
|
|
piątek, 04 maja 2012 15:22 |
|
Przed rokiem, 19 września, Towarzystwo Miłośników Bytomia ogłosiło konkurs, którego celem było przelanie na papier wspomnień związanych z naszym miastem. Organizatorzy nie wprowadzili żadnych ograniczeń wiekowych dla uczestników wychodząc z założenia, że nawet młody uczeń jest żywym świadkiem przeszłości, gdyż każdy zachowuje w swej pamięci i świadomości jakieś emocje, przeżycia, rodzinne tradycje, obraz miejsc szczególnych, uzupełnione być może o własne przemyślenia. Nie trzeba dodawać, że Towarzystwo zachęcając do udziału w konkursie chciało przez to ocalić od zapomnienia wszystko to, co najczęściej ludzie zabierają ze sobą do grobu, a więc wzbogacić gromadzone od wielu lat zasoby wspomnień bytomian. Stanowią one bowiem drugie, równie ważne jak dokumenty, źródło informacji o historii Bytomia.
I oto 21 marca, czteroosobowa komisja powołana przez Zarząd TMB do oceny prac konkursowych, pod kierownictwem prof. dra hab. Piotra Obrączki, przedstawiła wyniki swych prac, przyznając dwie nagrody i jedno wyróżnienie.
Za najlepszy elaborat uznała wspomnienia spisane przez Antoniego Winiarskiego, którego rodzice i bliższa rodzina przyjechali do Bytomia ze Lwowa w grudniu 1945 roku i zamieszkali przy ul. Mickiewicza, w kamienicy z początku XX wieku.
Jurorów urzekły jego refleksje o bytomskim domu rodzinnym, o poczynaniach młodego wtedy jeszcze autora, o wycieczkach za miasto, rozrywkach, tradycjach i zwyczajach religijnych, o chodzeniu do ogródka POD "Plon" i jego latach edukacji w Szkole Podstawowej nr 4 przy ul. Chrobrego, o zawiązanych wtedy pierwszych przyjaźniach, zajęciach w Młodzieżowym Domu Kultury przy ul. Powstańców Warszawskich, a potem w IV Liceum Ogólnokształcącym przy pl. Sikorskiego. A wszystko to osadzone wśród ważnych i dojmujących wydarzeń polityczne niespokojnego, powojennego czasu, w którym słuchać trzeba było zakazanych radiostacji zagranicznych dla odszukania zakazanej prawdy. Ze zrozumiałych względów mniej uwagi Winiarski poświęcił latom dorosłym, gdyż po maturze mieszkał co prawda nadal w Bytomiu, lecz studiował i więcej czasu spędzał z konieczności najpierw w Krakowie a następnie w Katowicach. "Po latach - odnotował na końcu - stojąc na balkonie drugiego pietra przy ul. Mickiewicza zauważyłem, że drzewa podrosły - sięgają już czwartego piętra i zasłaniają wieże bazyliki piekarskiej, budka transformatora znikła, ulicą jedzie autobus, rodzice odeszli, mieszkańcy się zmienili, a w mieszkaniu przybyło rys na ścianach".
Drugą nagrodę przyznano Marianowi Edmundowi Brodeckiemu. Autor zaczyna od wspomnień z owego mroźnego styczniowego dnia 1945 roku, gdy radzieccy żołnierze wchodzili do Katowic, gdzie wtedy mieszkał wraz z matką mając 15 lat (ojciec zginął na froncie).
Do Bytomia pojechał kilkadziesiąt miesięcy później, we wrześniu 1946 roku, gdy umożliwiono mu naukę w szkole średniej, usytuowanej przy ul. Webera, a uruchomionej przez Ministerstwo Górnictwa. Barwne wspomnienia z lat szkolnych, zmaganie się z poszczególnymi przedmiotami i... nauczycielami, zapał, tak typowy dla młodzieży powojennego pokolenia, konflikty wśród uczniów wywodzących się z różnych dzielnic Polski oraz nadzwyczaj trudne warunki bytowania, to ciekawy obraz lat 1945-1960, bo do nich wspomnienia zostały ograniczone. "Dzisiaj - Brodecki pisze na końcu - choć już od lat sześćdziesiątych mieszkam w Warszawie, często wspominam te lata spędzone w moim Bytomiu. Cieszę się czytając, jak to miasto się rozwija, a zarazem się smucę, jak nie wiedzie się mojej "Polonii Bytom".
Na wyróżnienie zasłużyły wspomnienia Patrycji Szlichty, ubrane w dopracowany kształt słowny. Są one co prawda krótkie, bo i autorka jest młodą uczennicą, ale dowodzi, że kontakt z dziadkami obrodzić może tak urokliwymi wspomnieniami z ich długiego życia. A ostatnie słowa skierowane do wnuczki tchną nadzieją - "Nie zapominajcie o Bytomiu, kruszynki. To piękne miasto. A dla was będzie jeszcze piękniejsze".
Pokłosie konkursu zachęca do jego wznowienia w następnych latach i umacnia w przekonaniu, że Bytom dla wielu znaczy ciągle tak wiele.
Prezes Towarzystwa Miłośników Bytomia
prof. dr hab. Jan Drabina |
|
|
Wpisany przez Administrator
|
|
czwartek, 19 kwietnia 2012 15:07 |
Komisja w składzie:
Prof. dr hab. Piotr Obrączka - przewodniczący komisji
Łucja Bobek
Hanna Firganek
Zofia Meiser
na posiedzeniu w dniu 21.03.2012 wyłoniła zwycięzców konkursu "Bytom - co zostało w pamięci"
I nagroda - Antoni Winiarski
II nagroda - Marian Edmund Brodecki
wyróżnienie - Patrycja Szlichta
Dziękujemy wszystkim, którzy wzięli udział w naszym konkursie. |
|
Sprawozdanie z zebrania TMB |
|
|
|
|
Wpisany przez Administrator
|
|
wtorek, 20 marca 2012 17:33 |
|
Sprawozdanie z zebrania TMB w poniedziałek 19 marca 2012 roku.
Przy dużej frekwencji w naszej sali obrad przy ul. Mariackiej 5 podjęto kilka zagadnień godnych najpilniejszego rozważenia. Zdecydowano nie pokryć milczeniem planów włączenia Muzeum Górnośląskiego do Muzeum Śląskiego w Katowicach. Nie uspokoiło nas bowiem pismo Marszałka Województwa Śląskiego, w ktorym powtórzono, iż istnieją merytoryczne i ekonomiczne podstawy do realizacji tego zamierzenia. Zebrani uznali to za bezzasadne, postulując dalszą aktywność w oprotestowaniu tych zamiarów. Przyjęto do wiadomości, że Komisja Konkursowa już za kilka dni przedstawi wyniki swych prac, a dokładniej - przeanalizuje nadesłane prace konkursowe zawierające wspomnienia związane z Bytomiem i przedstawi zwycięzców. Z pewnym niepokojem dyskutowano na temat aktywności szkolnych Kół TMB zarejestrowanych w 22 placówkach podstawowych i średnich. Zmiany w oświacie, zamierzona likwidacja tak wielu szkół, niechęc sporej grupy dzieci do aktywności w jakichkolwiek działaniach nie objętych obowiązkami szkolnymi, wszystko to nie sprzyja działalności owych Kół. Wszyscy byli zgodni, że problem ten należy dokładniej analizować na następnych posiedzeniach z udziałem opiekunów KÓŁ TMB.
|
|
Wpisany przez Administrator
|
|
wtorek, 20 marca 2012 17:27 |
|
Po przegranej bitwie o szkoły
Przez ostatnie dwa wieki mawiało się, że Bytom jest miastem szkół. I słusznie, bo było ich więcej niż gdziekolwiek na Górnym Śląsku, a co ważniejsze, były tu placówki oświatowe prawie wszystkich specjalności. To tu założono pierwsze szkoły dla dziewcząt, pierwszą na Śląsku Akademię Pedagogiczną, konwikt biskupi dla chłopców. Dalsze wyliczanie szkół zajęłoby zbyt wiele miejsca, a nowsza publikacja o nich wszystkich jest jeszcze w sprzedaży. I oto mimo długiej batalii sprzeciwu rozpoczęła się stopniowa likwidacja bytomskich szkół. A wraz z tym procesem, który, jak się zdaje, będzie trwał nadal, a może przybierał na sile, przekreślona zostanie ta piękna prawda o Bytomiu, jako mieście, w którym każdy uczeń znajdzie swoją wymarzoną ścieżkę edukacyjną. W przeszłości każda podbytomska gmina chciała mieć szkołę, bo jej włodarze wiedzieli, że wraz z kościołem są najważniejszymi rozsadnikami oświaty i kultury. Dziś władze centralne po zamknięciu lokalnych szkół mają odwagę wmawiać społeczeństwu, że tzw. gimbusy dowożące dzieci do odległych szkół są jedynym rozwiązaniem i znakiem postępu, bo większe szkoły są lepiej "usprzętowione". Jeśli ktoś z oburzeniem pomówi mnie o upraszczanie sprawy, a nawet o krzywdzące oceny, zamiast się bronić, zadam kilka tylko pytań. Czy szkoły mogą być rozliczane od strony opłacalności identycznie jak zakłady pracy? Czy szkoły mają być placówkami dochodowymi, generującymi środki na wypłatę dla nauczycieli i na utrzymanie budynków? Kiedy decydenci zrozumieją, że inwestowanie w edukację i naukę jest ze wszech miar opłacalne - także w kategoriach ekonomicznych. Dobrze wykształceni ludzie są skarbem - dosłownie (!) Wystarczy zaglądnąć do Bytomskiego Słownika Biograficznego, by zorientować się, ilu ludzi z naszego miasta zapisało się w historii tylko dlatego, że tutejsze szkoły stworzyły im możliwości intelektualnego rozwoju. Sam jako redaktor tego dzieła z bólem serca z braku miejsca musiałem rezygnować z umieszczenia w nim tak wielu biogramów starannie wykształconych osób. Śledziłem z uwagą walkę o zachowanie poszczególnych bytomskich placówek. Wieku szukało wsparcia w naszym Towarzystwie Miłośników Bytomia. Ta walka wbrew opinii decydentów wystawia bytomskiemu społeczeństwu jak najlepsze świadectwo. Niech mi wolno przypomnieć, że jeszcze u schyłku XVIII wieku władze musiały sięgać po kary finansowe nakładane na rodziców za absencję ich dzieci w szkołach. Dziś ich potomkowie walczą o utrzymanie szkoły. Wiem, że rządzenie tak wielkim miastem jak Bytom nie jest łatwe. Wiem, że sporządzanie budżetowego jest trudne. Wszyscy wiemy, że przekazywane środki z budżetu centralnego na potrzeby lokalne, w tym i na oświatę, są dalece niewystarczające. Ale w tej sytuacji wsłuchanie się w "głos ludu" jest najpierwszym obowiązkiem. A ostatnie doświadczenie wskazuje, że głos ów nie został wysłuchany ani w jednym procencie. I to najbardziej boli. A przecież "Vox populi, vox Dei" - głos ludu jest głosem Boga.
JAN DRABINA |
|
Pisma w sprawie Muzeum Górnośląskiego |
|
|
|
|
Wpisany przez Administrator
|
|
wtorek, 07 lutego 2012 08:36 |
|
Przytaczamy poniżej pisma w sprawie Muzeum Górnosląskiego autorstwa profesora Jana Drabiny.
VMarszałek Jerzy Gorzelik
Szanowny Panie Doktorze
Mieliśmy okazję mówić „O rozbieraniu Śląska” u redaktora Ciurloka w Muzeum Górnośląskim. Wtedy nie wiedziałem jeszcze, że istnieje plan „rozebrania” tego właśnie muzeum. Piszę o tym, bo gdy o tym się dowiedziałem w pierwszym odruchu zamierzałem zwrócić się do Pana właśnie z racji pozycji zajmowanej w Zarządzie Sejmiku Województwa Śląskiego o pomoc w utrąceniu tego zdumiewającego planu. Byłem bowiem pewny, że pańskie przemyślenia i dotychczasowe działania stoją w jaskrawej sprzeczności z tym pomysłem.
Tymczasem zaszokowany jestem informacją, że jest Pan inicjatorem tego pomysłu, gotowym do jego realizacji.
Jako profesor Uniwersytetu Jagiellońskiego skupiający co prawda swą uwagę i swe badania nad przeszłością mojego Śląska, ale i śledzący z niepokojem jego dzień dzisiejszy, nie rozumiem pańskiej postawy. Czyżby chciał Pan poprzez takie działania pokazać, że niegdysiejsze Landesmuseum, a po wojnie muzeum okręgowe to nic nie znaczący epizod wobec Muzeum Śląskiego (które założone zostało kilkanaście lat później, a reaktywowane dopiero niedawno), że bytomska placówka ze swoją historią, naukowymi badaniami, a nade wszystko zbiorami, może być jedynie prowincjonalną filią, że Bytom jako miasto jest tak podrzędne, że w odróżnieniu od wszystkich miast regionu, w których istnieją już muzea, nie zasługuje na własną placówkę, że najcenniejsze bytomskie zbiory mogą być zmarnowane w Bytomiu, jeśli nie zostaną przeniesione do budującego się Muzeum Śląskiego. Boli i to, że wspiera się przy tym opiniami pracowników naukowych, których za ich dorobek cenię, ale którzy nie tylko nie zadali sobie trudu zawitania do bytomskiej placówki, a nawet nie zapoznali się - jak wynika z ich zapisanych zdań - z obszernym opracowaniem z okazji jubileuszu jego 100-lecia na temat jego historii i zbiorów, którego jestem współredaktorem.
Mam nadzieję, że mój osobisty list (nie występuję tu jako prezes Towarzystwa Miłośników Bytomia i Honorowy Obywatel tego Miasta), skłoni Pana do przemyślenia raz jeszcze tej kuriozalnej decyzji. Nie muszę chyba dodawać, że przy jego pisaniu powodowany byłem zatroskaniem o działania, które mogą powodować dalsze pomniejszenie kondycji Bytomia. Po ekonomicznej zapaści zapowiadałyby one poważny uszczerbek w dziedzinie kultury.
Chorzów, 30 stycznia 2012 Prof. zwyczajny dr hab. Jan Drabina
Bytom, 2 lutego 2012
PT.
Marszałek Województwa Śląskiego
Adam Matusewicz
Zaniepokojeni informacjami mającymi znamiona prawdopodobieństwa o zamiarze połączenia Muzeum Górnośląskiego w Bytomiu i Muzeum Śląskiego w jedną instytucję pod nazwą tej drugiej, zwracamy się z prośbą o zapobieżenie tym planom. Jest po temu wiele powodów. Wymienimy tylko cztery z nich, naszym zdaniem najważniejszych.
Po pierwsze, znamy dobrze minione lata, w których podjęto już eksperyment łączenia muzeów, a dokładniej - tworzenia muzeum okręgowego i zamiany pozostałych muzeów w województwie w jego oddziały. Trwało to zbyt długo, a badane przez nas dokumenty z lat minionych, od 1950 roku poczynając, gdy zapoczątkowano te działania, wskazują, jak wiele animozji między muzeami, niechęci, a nade wszystko mizernych efektów to przyniosło. I z jaką gorliwością wszystkie muzea poddane muzeum okręgowemu, gdy było to już w 1990 roku było to możliwe, się wyzwoliły spod tej zależności. Piszemy o tym, bo owym muzeum okręgowym było Muzeum Górnośląskie, którego pracownicy też nie wspominają tego okresu z uznaniem.
Po drugie, co najważniejsze, bytomska placówka ze swoją stuletnią historią, naukowymi badaniami, a nade wszystko bogatymi, unikatowymi zbiorami zasługuje nadal na samodzielny byt.
Po trzecie, Bytom, miasto dotknięte bardziej niż inne miasta poważnymi problemami ekonomiczno-społecznymi, nie powinien doznać tak znaczącego uszczerbku i w dziedzinie życia kulturalnego.
Po czwarte, byłoby paradoksem, gdyby Muzeum Górnośląskie, przez całe powojenne półwiecze będące najważniejszym w województwie, mającym jako muzeum okręgowe decydujący wpływ na wszystkie bez wyjątku muzea, stało się filią. I to w czasach, gdy we wszystkich większych i średnich miastach regionu istnieją już samodzielne muzea.
Mamy nadzieję na życzliwe odniesienie się Pana Marszałka do naszej gorącej prośby, za co już teraz dziękujemy. |
|
|
|
|
|
|
Strona 1 z 6 |
|